KZ ZS10 Pro - Test azjatyckich IEM’ów. Czy słuchawki Chi-Fi mają szansę podbić polski rynek?

Niegdyś słuchawki Chi-Fi stanowiły niszę na rynku europejskim (tak, dobrze widzicie, Chi-Fi - nie Hi-Fi), jednakże w ostatnich latach ich popularność znacznie wzrosła między innymi dzięki influencerom i audiomaniakom szukającym powiewu świeżości. No dobrze, ale czym jest Chi-Fi? - to potoczna nazwa urządzeń Hi-Fi audio zaprojektowanych i wyprodukowanych w Chinach. W Polsce zyskały one rozgłos około 2014-2016 roku. To właśnie wtedy rodzimi konsumenci dostrzegli potencjał w azjatyckich IEM’ach, bowiem w przystępnej cenie oferowały one świetne parametry dźwiękowe, a przy tym były sensownie wykonane. Jedną z pionierskich firm, jakie przebiły się do tak zwanego “mainstreamu” była między innymi nowopowstała marka KZ (Knowledge Zenith, założona w 2010 roku). Chiński producent zyskał rozgłos dzięki swoim budżetowym modelom ZST i ZST Pro, a także średniobudżetowym słuchawkom KZ ZS5 oraz KZ ZS6, wzorowanym wyglądem na kosztujących kilka tysięcy złotych Campfire Audio Andromeda. Natomiast dziś przyjrzymy się ich następcom, czyli KZ ZS10 Pro (w wersji bez mikrofonu) dostępnych w kilku wersjach kolorystycznych oraz dwóch wersjach wyposażenia (z mikrofonem lub bez), ale do tego tematu wrócimy nieco później. A teraz nie przedłużając, zapraszam was do zapoznania ze specyfikacją ZS10 Pro.

Specyfikacja KZ ZS10 Pro

  • Waga

    32 ± 3g

  • Sposób noszenia

    Za uchem

  • Czułość

    111dB

  • Impedancja

    30Ω

  • Częstotliwość

    7-40000 Hz

  • Długość linii

    125 ± 5 cm

  • Typ wtyczki

    3,5 mm

  • Typ pinu

    0,75 mm

  • Przetworniki (na stornę)

    1x przetwornik dynamiczny Tesla
    2x przetwornik armaturowy 30095 dla wysokich częstotliwości
    2x przetornik armaturowy 50060 dla średnich częstotliwości

  • Gwarancja

    24 miesiące

Opakowanie i zawartość

Recenzowane słuchawki trafiają do nas zapakowane w niewielkie, dwuelementowe pudełeczko składające się z zewnętrznej tekturowej "koszulki" oraz części wewnętrznej. Po zsunięciu pierwszej warstwy naszym oczom ukaże się moduł wykonany z nieco grubszego kartoniku i przezroczystej, plastikowej pokrywy, która w estetyczny sposób eksponuje KZ ZS10 Pro zamocowane w białej piankowej otulinie. W opakowaniu oprócz oczywiście samych słuchawek znajdziemy też kabel zasilający, komplet sylikonowych nakładek w różnych rozmiarach oraz trochę papierologii. Szkoda tylko, że producent nie pokusił się o dołączenie do zestawu małego etui.

Jakość wykonania

KZ ZS10 Pro stanowią hybrydę tworzywa sztucznego z metalem. Przeważająca część to oczywiście plastik, ze względu na łatwość w jego formowaniu, stąd też składa się z niego 90% muszli, zaś metal występuje tu jako ozdoba w postaci chromowanej lub złotej, żłobionej płytki wierzchniej i śrubek mocujących. Pod kątem jakości wykonania trudno jest się więc do czegokolwiek przyczepić. Elementy są ze sobą dobrze spasowane, a zastosowane tu dwupinowe sockety po wpięciu w nie plecionego kabla zasilającego trzymają go sztywno i nie posiadają żadnych luzów. Z drugiej strony gdybym miał się jednak do czegoś przyczepić, byłyby to dosyć nieprzyjemne dla ucha krawędzie metalowej pokrywy, które zależnie od kształtu naszej małżowiny usznej mogą przeszkadzać przy dłuższym użytkowaniu. Przewód zasilający sprawia bardzo pozytywne wrażenie, jest znacznie lepszy niż oferowany wcześniej kabel z pamięcią kształtu, który kompletnie się nie sprawdzał, a wręcz irytował. W droższej wersji zaimplementowano w nim mikrofon, którego niestety nie dane mi będzie przetestować.

Komfort użytkowania

Oczywiście komfort w przypadku słuchawek dokanałowych to kwestia wyłącznie subiektywna, zależna od ukształtowania naszej małżowiny. Stąd też trudno jest w tym wypadku być obiektywnym. Aczkolwiek postaram się uwypuklić wszelkie potencjalne problemy jak i zalety konstrukcji KZ ZS10 Pro. Do zalet należy zaliczyć przede wszystkim ergonomiczny kształt, mający przypominać wygląd muszli ucha oraz mnogość sylikonowych nakładek o różnych wielkościach pozwalających jeszcze lepiej dopasować IEM'y pod kątem użytkownika. Z drugiej strony, tak jak wspominałem wcześniej, problemem może być metalowa, ozdobna płytka. Pomimo tego, iż jej krawędzie są zaokrąglone, to w praktyce kontakt naszego ucha z tym elementem może nie należeć do najprzyjemniejszych, ale to już zależy od budowy naszej małżowiny. Ponadto z powodu braku etui w zestawie zalecałbym zaopatrzyć się w nie na własną rękę jak najszybciej po zakupie słuchawek. Dlaczego? Ponieważ, jako że mamy tu do czynienia z polerowanym metalem, który na pewno będzie zbierał ryski w toku użytkowania, a na takiej powierzchni każdą z nich bardzo łatwo zauważyć, to lepiej jest słuchawki w jakiś sposób zabezpieczyć. Pleciony kabel z kątowym wtykiem mini jack 3.5 mm sprawia wrażenie solidnego i dobrego jakościowo. Chociaż niestety ma on tendencję do plątania się, co jest kolejnym argumentem za zakupieniem pokrowca. Jeżeli nurtuje was ciekawość, czy korzystając z grubszego case'a na telefon będą jakieś problemy, to muszę was uspokoić, bowiem producent przewidział taką możliwość. Jak to rozwiązał? Poprzez wysunięcie wtyku na wąskiej platformie, co daje około 3 mm luzu, zanim cała końcówka skręca pod kątem 90°.

Jakość dźwięku

Na pokładzie KZ ZS10 Pro znajduje się łącznie dziesięć przetworników, czyli pięć na każdą słuchawkę. A dokładniej jeden przetwornik dynamiczny i cztery zbalansowane - czyli typowy układ stosowany przez tę markę w większości nowych modeli. IEM'y Knowledge Zenith znane są przede wszystkim z ich sygnaturowego brzmienia (mowa oczywiście o paśmie przenoszenia), które przebija się w większym lub mniejszym stopniu w niemalże każdych ich słuchawkach, od najtańszych po te najdroższe. ZS10 Pro również nie są wyjątkiem i każdy użytkownik, który miał styczność z produktami KZ na pewno wyczuje podobieństwa między modelami. Z drugiej strony nie są one tak nachalnie powtarzalne jak można by się spodziewać.

Muszę przyznać, że pod kątem izolacji dźwięku KZ ZS10 Pro zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie, gdyż radzą sobie wyśmienicie. Nie ważne czy jesteśmy we własnym pokoju, w centrum ruchliwego miasta czy pociągu - w trakcie słuchania muzyki żaden dźwięk z otoczenia nie będzie zakłócał słuchanego przez nas utworu. Ponadto ZS10 Pro to w moim odczuciu dobrze zbalansowane słuchawki. Bas jest wyrazisty, niezmulony, dobrze zaakcentowany i lekko wysunięty, ale nie tak przesadnie jak w starszych modelach słuchawek tego producenta pokroju ZST Pro czy ZS7. Średnica jak można się spodziewać po wstawce o sygnatutowym brzmieniu, jest lekko wycofana, dobrze dostrojona, a co najważniejsze czysta. Soprany podobnie jak dolny rejestr, zostały nieco podbite. Nie można narzekać na ich szczegółowość, ale słyszalną wadą górnego rejestru jest występowanie sybilantów. Scena moim zdaniem nie powala, chociaż jak na IEM'y z przedziału do 250 złotych jest naprawdę niezła. Zaś separacja to coś, czego zdecydowanie im nie brakuje. Stąd też uważam, że nadadzą się zarówno do słuchania muzyki jak i gier.

Podsumowanie

KZ co prawda nie zaskoczyło nas niczym nowym. Trudno tu mówić o powiewie świeżości, w przypadku słuchawek, które brzmią podobnie, co ich poprzedniczki. Za to śmiało można przyznać, że nastąpiła znaczna poprawa w jakości przewodów zasilających, designie oraz oczywiście czystości i zbalansowaniu dźwięku. Ponadto w Polsce trudno jest o znalezienie lepszych ogólnodostępnych IEM'ów w tym przedziale cenowym. Oczywiście można by się przyczepić o występowanie sybilantów, aczkolwiek jest to niestety dosyć częste zjawisko wśród słuchawek dokanałowych. Osobiście brakuje mi też jakiegokolwiek, nawet najprostszego materiałowego woreczka, który służyłby do zabezpieczenia słuchawek przed kontaktem z innymi przedmiotami, a w efekcie czego ryskami. Reasumując, KZ ZS10 Pro pomimo pomniejszych potknięć sumarycznie wypadły niemalże wzorowo. Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić je każdemu, kto chciałby zacząć swoją przygodę z Chi-Fi od średniopółkowego modelu, o świetnych parametrach i ciekawym wyglądzie.

Ostatnio oglądałeś